Klimat, pogoda, środowisko, człowiek. Rozważania o zmianach. « Grande Loge des Cultures et de la Spiritualité Polska ∴ Wielka Loża Kultur i Duchowości Polska
23787
post-template-default,single,single-post,postid-23787,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-theme-ver-3.3,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive
 
Europa widziana przez André Kuipers z pokładu stacji ISS, źródło: ESA/NASA

Klimat, pogoda, środowisko, człowiek. Rozważania o zmianach.

Planeta Ziemia

 

Myśl europejska od czasów średniowiecza zajmuje się coraz mniej opisem niezmiennego świata transcendencji i uniwersaliów, a coraz bardziej – badaniem bezpośrednich przyczyn i skutków zachodzących zdarzeń.

 

Czemu o tym mówię? Ponieważ pogoda zmienną jest, i to czasem w skali minut czy sekund. Jak rozpoczyna się oberwanie chmury, to pochmurny dzień zmienia się w kataklizm wodny. Sam byłem kiedyś świadkiem zjawiska, ze deszcz mocno padał po jednej stronie ulicy, a po drugiej stronie było sucho.

 

Klimat też jest zmienny. Można go określić jako wieloletni trend w większej skali przestrzennej. Zazwyczaj mówimy o klimacie krainy górskiej, klimacie śródziemnomorskim, Sahary czy Sahelu, a rzadziej o klimacie wilgotnego lasu czy miejskiej betonowej pustyni.

 

Zmiany klimatu maja skutki kontynentalne, a nawet globalne. 

 

Klimat ziemski jest homeostazą, czyli układem, który neutralizuje nacisk dążący do jego zmiany. Niestety – a może na szczęście, homeostaza ma ograniczona odporność na stres, czyli jak siła nacisku przekroczy pewną wartość graniczna, następuje katastrofa. Katastrofa rozumiana jako dynamiczne przejście na kolejny poziom równowagi. Czynniki stresu mogą być różne.

 

Jeden z drastycznych skoków klimatycznych nastąpił około 8 tysięcy lat temu. Kończyła się wtedy ostatnia epoka lodowcowa. Wielkie czapy lądolodu Europy i Ameryki Północnej cofały się i topniały. W Europie panował klimat bardziej wilgotny i trochę cieplejszy od obecnego. Ale w pewnym momencie, dość nagle, nastąpiło silne ochłodzenie. Lądolód skandynawski rozszerzył się o 250 – 300 kilometrów na południe, a na naszym terenie zanika dąb i brzoza, zaczyna dominować chłodnolubny świerk i sosna oraz dębik ośmiopłatkowy, drias octopetala, typowy dla tundry. On to nadaje nazwę  okresowi ochłodzenia, zwanemu młodszy drias.

 

Domniemaną przyczyną tego stanu było powstanie ogromnego jeziora zaporowego Agassis, którego resztką są obecne Wielkie Jeziora Amerykańskie. Wody tego jeziora przerwały zaporę z moreny czołowej utworzonej przez lodowiec i stworzyły zimną warstwę na powierzchni Atlantyku. Ciepły prąd Golfstrom przestał ogrzewać Europę. Dopiero po 1000–1200 latach wody jeziora zmieszały się z wodą oceanu na tyle, by ciepły prąd znów zaczął być odczuwalny na powierzchni. Obecnie grozi nam podobny scenariusz, gdyż zimna woda płynie z intensywnie topniejących czap lodowych Grenlandii.

 

Klimat może się zmieniać bardzo szybko. Tak szybko, że geologowie mówią o zmianie natychmiastowej.

 

Takie natychmiastowe zmiany wystąpiły na przykład pod koniec prekambru. Występowały wtedy co najmniej trzy okresy zlodowacenia całego globu, tak zwane okresy Ziemi-Śnieżki. W tych okresach wczesne formy życia mogły przetrwać tylko w głębinach oceanicznych. Otóż takie zlodowacenia zakończyły się w ciągu kilkudziesięciu tysięcy lat (geologicznie niemal natychmiast), gdy wulkany, które przebiły się ponad powierzchnię lądolodu, zaczęły zasypywać duże obszary lodu ciemnym pyłem i popiołami wulkanicznymi. Jak wiadomo, ciemna powierzchnia pochłania więcej energii słonecznej niż biały lód. W dodatku wulkany emitowały do atmosfery gazy cieplarniane.

 

Inny przykład to rozpad Pangei. W okresie permu kontynenty były połączone w Pangeę czyli Wszechziemię otoczoną przez Panthalassę – Wszechmorze, którego pozostałością jest Pacyfik. Na całej Ziemi klimat był gorący lub bardzo ciepły. Kiedy Pangea się rozpada, w pewnym momencie Subkontynent Indyjski odrywa się od Antarktydy i Ameryki Północnej. Antarktyda zrywa połączenia z innymi kontynentami, a ponieważ powstają nowe układy prądów morskich, a wody wokół Antarktydy szybko się oziębiają i kontynent zaczyna się pokrywać lądolodem. Ponadto powstający Prąd Okołoantarktyczny miesza wodę o różnej temperaturze. Kształtuje się tam strefa stałej pogody sztormowej (dzisiejsze Ryczące Czterdziestki czy Wyjące Pięćdziesiątki), a wskutek intensywnego natleniania i mieszania wody tworzy się skrajnie odmienne środowisko. Pozwala to powstać wielu nowym formom życia wodnego.

 

Klimat, jak i pogoda, jest elementem środowiska. A więc zmiana klimatu może towarzyszyć zmianie środowiska. Tak się stało w momencie, gdy w atmosferze pojawił się tlen.

 

W prekambrze, jeszcze przed Ziemią Śnieżką, atmosfera była beztlenowa metanowo-siarkowodorowo-parowodna, wybitnie cieplarniana. Ocenia się, że temperatura wód osiągała 30-35 stopni Celsjusza. Do powierzchni docierało promieniowanie długofalowe, czerwone i podczerwone. Niebo było koloru pomarańczowego. Gdy pojawiły się sinice, pierwsze organizmy nie głębinowe, zaczęły one pobierać energię słoneczną i w wyniku przemiany materii produkować tlen, który jako silną truciznę wydalały do środowiska. Był to biogeniczny stres środowiskowy. Po okresie, który geolodzy nazywają nudnym miliardem lat – 1,8 do 0,8 mld. lat temu, sinice wydaliły do środowiska tyle tlenu, że związał się z żelazem, a produkowany dalej uwalniał się do atmosfery.

 

Stromatolity

Stromatolity – formacje skalne złożone z cienkich lamin węglanu wapnia wytrąconego z wody morskiej jako efekt uboczny życia sinic. Mianem tym określane są również same skały węglanowe powstałe w miejscach wzrostu mat sinicowych. Występują od archaiku do dziś, ale szczególnie liczne były w proterozoiku. Należą do najstarszych śladów życia na Ziemi. Żródło: wiz.pl

 

Z powodu sinic następuje globalne ochłodzenie. Z powodu tlenu niebo błękitnieje, do powierzchni Ziemi dociera promieniowanie krótkofalowe, niebieskie i ultrafioletowe rozkładające metan, co przyspiesza proces natleniania atmosfery. Pewna równowaga zostaje zniszczona, kształtuje się inna, oparta na stałej intensywnej dostawie tlenu do środowiska. Pozwala to na powstanie organizmów oddychających tlenem. W okresie karbonu pojawiają się organizmy zielone, które intensyfikują uwalnianie tlenu, do tego stopnia, że jego zawartość w atmosferze dochodzi do 40% (przy 20% obecnie). Pozwala to funkcjonować organizmom takim jak gigantyczne owady i płazińce, oddychające prymitywnym i mało wydajnym mechanizmem jakimi są tchlinki. Tej wielkości owady w obecnych warunkach uległyby uduszeniu. Podobne zmiany zachodzą w karbonie, gdy kontynenty ustawiają się tak, ze mamy klimat podzwrotnikowy na całym świecie. Królują wielkogabarytowe widłaki, paprocie drzewiaste, psylofity. W permie kontynent rozpada się i znów łączy w innej konfiguracji. Trwają kolejne okresy tropikalne, ale też pojawiają się nowe zlodowacenia.

 

Autor: Science History Images/Alamy Stock Photo / BEW. Źródło: polityka.pl

Autor: Science History Images/Alamy Stock Photo / BEW. Źródło: polityka.pl

 

Cechą tych wszystkich zmian środowiska była ich powolność. Organizmy maja czas na wyewoluowanie nowych form, dostosowanych do nowych warunków. Zdarzył się co najmniej jeden wyjątek – Wielki Impakt na granicy kredy i trzeciorzędu. Było to naprawdę zjawisko natychmiastowe. Giną wszystkie dinozaury, giną wszystkie organizmy lądowe większe od dzisiejszego kota domowego. Niemniej planeta żyje, a życie znajduje nowe formy. Po milionie lat wszystkie nisze ekologiczne są zajęte przez nowe organizmy, wyewoluowane z wcześniejszych form ssaków i ptaków. W świecie roślinnym niebywały sukces osiągną trawy, tworząc nowe środowisko prerii i sawanny. Pozwala to na sukces zwierząt trawożernych, co z kolei generuje powstanie nowej generacji drapieżników.

 

Zmiany środowiska są powolne, ale człowiek wprowadza w środowisko inną jakość. Przekształcając materię, wpływa na nie z niespotykana dynamiką. Przemysł, ów wytwór człowieka, produkuje nowe materiały, nie ulegające biodegradacji. Produkty po zużyciu przekształcają się w masowe śmieci, które będą trwały setki albo i tysiące lat zatruwając otoczenie. Jeśli przeprowadzamy proces spalania, to na wysypisko trafia mniejsza ilość popiołów, ale za to trafiają do atmosfery gazy spalarniane, często bardzo toksyczne. Produkujemy i pompujemy do środowiska niesłychanie trwałe toksyny, jak choćby osławione DDT.

 

Owszem, wcześniej też były pozaustrojowe wpływy przekształcające środowisko, że wspomnę tylko bardzo spektakularny przykład żeremi i tam bobrów, tworzące środowisko mokradeł i sztucznych jezior, ale w sposób bardzo lokalny.

 

Środowisko, jako układ niesłychanie złożony ujawnia często badaczom powiązania i relacje bardzo silne, ale i bardzo nieoczywiste. Na przykładzie Parku Narodowego Saskatchewan w Kanadzie zauważono, że jak w lęgach orła kanadyjskiego zmniejsza się ilość składanych jaj, to młode drzewa intensywniej rosną. Podstawowym pokarmem orła są zające. Kiedy zajęcy jest dużo, orły maja obfity pokarm, są silniejsze, zdrowsze i płodne. Jednocześnie zające obgryzają siewki drzew ograniczając ich przyrost. Kiedy ilość zajęcy spada, orły cierpią głód, zmniejsza się ich płodność, a drzewa nie są intensywnie przycinane i mogą silniej wzrastać.

 

Człowiek, przez swoją działalność zaczął generować skutki coraz dalsze i coraz bardziej nieoczywiste.

 

We wczesnych latach sześćdziesiątych XX wieku francuski speleolog Martell eksplorował ze swoją ekipą jaskinie w Rodopach. Do przygotowania posiłku użyli wody ze źródełka, które wypływało wewnątrz jaskini. Cała ekipa pochorowała się. Przypomnieli sobie, że tydzień wcześniej, kilkanaście kilometrów dalej, w innej jaskini natknęli się na zwłoki zdechłej krowy. W tamtych rejonach był to typowy sposób pozbywania się padliny. Wydarzenie to spowodowało rozpoczęcie badań nad podziemnymi przepływami wody. Zauważono, że woda zabarwiona w miejscu padliny po dwóch dobach zabarwiła się w miejscu, gdzie ulegli zatruciu. Okazało się, że źródło można zatruć zdalnie. Prawidłowość ta była znana już wcześniej. Już w XIX wieku, kiedy zaczęły być wydawane prawa co do szczelnego brukowania wiejskich gnojówek oraz nakaz budowy studni z dala od budynków gospodarczych, a w wielu miastach zbudowano zakryte kanały.

 

Zwiększenie populacji człowieka, rozwój i zwiększenie skali działalności powoduje coraz większe stresy środowiskowe, mające coraz bardziej dalekosiężny wpływ. W wiekach VI-XII w Europie metalurgia żelaza oparta była na dymarkach. Złoża rudy darniowej są chyba jedynym złożem mineralnym odnawialnym. Po wydobyciu rudy wystarczy na nowo ułożyć darń zachowując przepływ wody a po kilku-kilkunastu latach złoże się odnowi. Gorzej z potrzebnym w dużej ilości węglem drzewnym. Niestety, zapotrzebowanie na jego duże ilości powoduje intensywne wycinanie lasów w celu wypału węgla w mielerzach, co powoduje deforestyzacje środowiska. Historycznym tego śladem jest fakt, ze miejscowości nawiązujące w nazwach do metalurgii, wszelkie Rudy, Rudki, Rudniki, Huty, Huciska itp. występują w okolicach z których najwcześniej zniknęły lasy.

 

Kamienna ściana wzniesiona z rudy darniowej. Źródło: dominatura.pl

Kamienna ściana wzniesiona z rudy darniowej. Źródło: dominatura.pl

 

Kopalnia krzemienia w Krzemionkach Opatowskich spowodowała wystąpienie leja depresyjnego obniżającego poziom wód gruntowych w zasięgu 500 metrów od pola wydobywczego z maksymalnym obniżeniem około 1,5 metra. Analogiczne wartości dla odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w Bełchatowie to 17 kilometrów i do 200 metrów.

 

Beztroskie zrzucanie odpadów do rzek powoduje ich przenawożenie. Procesy gnilne zużywają ogromne ilości tlenu, powstaje środowisko mało tlenowe lub nawet beztlenowe, w którym wymierają wszelkie organizmy, jak ryby, skorupiaki i mięczaki. Ilość ścieków staje się taka, że rzeka nie ma możliwości oczyścić się przed następnym miastem, które wpuszcza następne ścieki. Melioracja terenów podmokłych, która początkowo zwiększa areał uprawny, w dłuższej perspektywie prowadzi do przesuszenia i stepowienia lub pustynnienia środowiska.

 

Taką katastrofą ekologiczną spowodowana w dobrze poznany sposób jest uśmiercenie Jeziora Aralskiego. W latach 40. i 50. XX stulecia, na polecenie J. Stalina rozpoczęto budowę kanałów nawadniających stepopustynię, aby przekształcić ją w rejon rolniczy. Spora część wody została skierowana w inne miejsce, nie trafiała do jeziora. Po kilkudziesięciu latach rejon rolniczy zamienił się w martwą pustynie solniskową – bo woda wsiąkając w glebę rozpuszczała płytko leżące złoża soli, która dyfundowała w stronę powierzchni, zasalając w efekcie glebę, a samo jezioro otrzymywało mniej wody niż odparowywało do atmosfery. Poziom wód w akwenie obniżył się o 6 metrów. Jezioro zmniejszyło powierzchnię o 60%, zasolenie wody wzrosło tak, że większość organizmów wyginęła, a wiele portów jest teraz wymierającymi miasteczkami kilkanaście nawet kilometrów od brzegu. 

 

Jezioro Aralskie. Źródło: ekologia.pl

Jezioro Aralskie. Źródło: ekologia.pl

 

Człowiek zaczyna skuteczne niszczyć swoja siedzibę.

 

Miasta, które od antyku oznaczały tworzenie sztucznego środowiska, kondensacji zanieczyszczeń, początkowo głównie organicznych i na niewielką skalę, rozrastają się tak, że zaczyna to przekraczać lokalne możliwości regeneracji środowiska. Rzeka nie ma czasu na samooczyszczenie się, kanalizowanie coraz miast wytwarza gorętszy i bardziej suchy mikroklimat. W Warszawie przed wojną płynęło co najmniej 14 potoków, obecnie się je kanalizuje, zabudowuje, woda z nich nie zasila roślin na powierzchni. Na terenach wiejskich powstają wielkie obszary monokulturowe, co owocuje wyginięciem wielu gatunków roślinnych i zwierzęcych.

 

Wielki wynalazek lat 60-ych XX wieku, naczynia i sprzęty jednorazowe, po użyciu trafiają na wysypiska śmieci, a jednocześnie są bardzo trwałe. Plastykowe reklamówki stają się śmiertelnymi pułapkami dla zwierząt zarówno lądowych jak i wodnych. Słynne jest zdjęcie duszącego się żółwia, owiniętego w reklamówki. Niedawno na Nowej Funlandii znaleziono na plaży martwego kaszalota, który w żołądku miał 4 tony plastyku. Połykał je, filtrując wodę w poszukiwaniu pokarmu. Zapełnił żołądek niestrawnymi odpadkami i zginął z głodu. Znane są na oceanach martwe od zanieczyszczeń akweny.

 

Próby zmniejszenia ilości śmieci poprzez pożary (nie wierze, że występujące u nas pożary na wysypiskach są pochodzenia naturalnego), zmniejszają pozornie ilość zanieczyszczeń, poprzez wyemitowanie sporej ich części do atmosfery w postaci często toksycznych gazów i dymów. Dawniejsze próby uczynienia hut czy elektrowni „czystszym” poprzez budowanie wyższych kominów, było tylko próba rozcieńczenia zanieczyszczeń poprzez rozrzucenie ich na większym obszarze. Zanieczyszczenia wody czy powietrza nie znają granic, rozchodzą się bardzo szeroko. Głośna była katastrofa w Czarnobylu, ale, elektrownie węglowe trują tak samo, tylko w sposób ciągły. Ich pyły są niewiele mniej radioaktywne, tylko są składowane przez dłuższy czas, w sposób ciągły, co usypia naszą czujność.

 

Klimat zmiennym jest. Z powodów naturalnych zmienia się, i to w wyraźnie widocznym zakresie. W czasach historycznych mamy dwa typowe, wyróżniające się okresy z pewnej średniej klimatycznej. W wiekach IX-XII na Północnym Atlantyku wystąpił okres nazywany Średniowiecznym Optimum Klimatycznym. Klimat i pogoda były wtedy takie, że Wikingom w ich bezpokładowych łodziach udawało się nie tylko nękanie wybrzeży północnej Europy regularnymi najazdami, ale i skolonizowanie kolejno Wysp Owczych, Islandii, Grenlandii oraz Nowej Funlandii i Labradoru.

 

Nowa Funlandia, nazwana przez nich Vinlandią była rejonem, w którym dojrzewały owoce dzikiej winorośli, a na Grenlandii zbudowali społeczeństwo, żyjące dość biednie, ale z rolnictwa, bez konieczności zdobywania pokarmu przy pomocy rybołówstwa, pomimo, iż jest to rejon jednego z bogatszych łowisk świata. W wiekach X-XII w rejonie Wrocławia dojrzewa uprawiana winorośl, dostarczająca owoców do produkcji słodkiego wina mszalnego.

 

Z kolei wieki XVI-XVII nazywamy w Europie Mała Epoką Lodową. Występują przez dłuższy czas bardzo mroźne zimy. Zamarzają porty Niderlandów, znamy obrazy malowane w tamtej epoce, okazujące łyżwiarzy na kanałach Amsterdamu i innych miast rejonu. Mrozy są tak długotrwałe, i mocne, iż kronikarze opisują kolejne zimy, w czasie których z Gdańska do Szwecji można podróżować saniami, a na środku drogi co roku na lodzie budowana jest karczma-zajazd, gdzie podróżni mogą się ogrzać, posilić, a nawet przenocować dając wypoczynek koniom.

 

Hendric Avercamp "Scena na lodzie pod miastem" 1610 r.

Hendric Avercamp „Scena na lodzie pod miastem” 1610 r.

 

Charakterystyczne dla omawianych zmian było to, iż były to zmiany regionalne, mówimy o Północnym Atlantyku lub Północnej Europie. Inne zmiany, nawet bardziej lokalne niż regionalne powodowały skutki społeczne odczuwane na zdecydowanie większym terenie. Na przykład w II wieku naszej ery w górach Ordos na pograniczu Chin i Mongolii przez ponad 30 lat panuje susza. Zmusza to koczownicze górskie ludy do zejścia na niższy step w poszukiwaniu paszy dla stad. Ponieważ są zdeterminowani zdobyć te obszary, nie mogąc wrócić do swoich siedzib, wypychają zastane ludy na dalsze tereny. Zaczyna się efekt domina, wypychania kolejnych plemion, co ujawni się w Europie w wiekach IV-VIII jako Wielka Wędrówka Ludów.

 

Obecne trendy zmian klimatu, idące w kierunku ocieplenia, wysuszenia i zdynamizowania zjawisk klimatyczno pogodowych, według opinii naukowców, najprawdopodobniej zaowocują podobnymi zjawiskami społecznymi, tylko na większą skalę. Rejony suche i gorące – Sahara, Sahel Południowa Azja, Środkowa Ameryka w wyniku ocieplenia mogą mieć przez kilka tygodni w roku pogodę z zabójczymi temperaturami. Spowoduje to wielusetmilionowe migracje na północ, czy w Ameryce na północ i południe. Podniesienie się poziomu oceanów, spowodowane stopieniem czap lodowych spowoduje nie tylko zatopienie miast portowych, ale co będzie trudniejsze do zrekompensowania, zatopi dużą część żyznych Nizin Nadmorskich. Kolejne terakalorie wpompowane w atmosferę i ocean spowodują zarówno wzrost częstotliwości, jak i siły katastrofalnych zjawisk pogodowych, od ulew, poprzez huragany. Już obecnie badacze cyklonów obserwują wzrost ilości zjawisk o największej mocy, i zastanawiają się nad wprowadzeniem kolejnych stopni klasyfikujących ich siłę niszczącą.

 

Być może jest już za późno, aby zatrzymać te zmiany. Może wpływy człowieka nie były największe, ale mogły okazać się tą słomka, która załamuje grzbiet wielbłąda?

 

Czy ludzkość gotowa jest do poniesienia ogromnych wydatków w celu zmniejszenia nacisku na środowisko? Czy jesteśmy gotowi do obniżenia naszego komfortu życia już dziś, po to, aby jutro po prostu przetrwać? Czy partykularne interesy, np. przemysłu zwyciężą, i nadal będziemy produkować towary jednorazowe, zamiast trwałe, których nie trzeba tak często wymieniać na nowe? Nie wiem, ale jest to już pytanie bardziej do psychologów, ekonomistów i polityków niż do klimatologów.

 

Człowiek

 

Człowiek kilkakrotnie przeżył okres, gdy jako gatunkowi groziło mu wyginięcie. Nie przeżywał dotąd niepokoju związanego z zagładą całego pozaludzkiego świata, ale zniknięcie gatunku traktujemy instynktownie jako całkiem realną możliwość. Zawiera ją mit o potopie.

 

Z drugiej strony człowiek umie rozprzestrzeniać się po całej Ziemi. Jest praktycznie jedynym wysoko zorganizowanym organizmem żywym, który rozpowszechnił się na wszystkich kontynentach poza Antarktydą. Stosując łącznie dwie strategie: dostosowania swojego ciała i biologii do wymogów środowiska oraz używania narzędzi i zasobów do zmieniania tego środowiska (już założenie ubrania jest zmianą środowiska, bo zmienia temperaturę bezpośredniego otoczenia), człowiek dokonał ekspansji we wszystkie obszary klimatyczne.

 

Dostosowanie się do klimatu powoduje różnorodność. Człowiek dostosowuje się do wymogów klimatu, zarówno przez selekcję naturalną jak nawyki kulturowe. Te dwa czynniki są połączone, gdyż pewne wrodzone zdolności lub skłonności mogą być podsycane lub eliminowane kulturowo. Dotyczy to po prostu siły i budowy fizycznej, np. wzrostu, sprawności wzroku, ale także sposobów funkcjonowania: pracowitości, towarzyskości, seksualności, instynktu macierzyńskiego. Do tej pory zauważa się związek aktywności płciowej z porami roku, co przybiera różne formy w zależności od tego, jak bardzo zróżnicowane są te pory roku w danej strefie klimatycznej. Wysokie średnie temperatury roczne wiążą się z koniecznością oszczędzania wysiłku i nieprzegrzewania się, zatem aktywność fizyczna jest instynktownie i kulturowo ograniczana, zaleca się tu powolność i ewentualnie chwilowe zrywy gwałtownego wysiłku, podczas gdy klimat zimniejszy wymaga permanentnej pracowitości i ceni każdy wysiłek, zwłaszcza wtedy, gdy zbiory lub polowanie możliwe są tylko w pewnym okresie, a zaniedbanie mobilizacji grozi utratą dostępnej w danym momencie zdobyczy (np. uprzątnięcia zbiorów z pola przed deszczem).

 

Jednakowość człowieka, jako wywodzącego się od wspólnych przodków (wbrew teoriom rasistowskim, wywodzącym rasy człowieka od niespokrewnionych przedludzkich małpoludów), zderza się z jego różnorodnością, wynikającą z dostosowania się do środowiska. Człowiek kultywuje tradycyjne mity o wspólnym pochodzeniu wszystkich ludzi (przynajmniej danego plemienia, z którymi utożsamia się całą ludzkość). Rasistowskie mitologie nie istnieją, są tworem nauki posługującej się własnymi uprzedzeniami, charakterystycznymi dla okresów rewolucji i odwrotu od religijności. Istnieją też mity, stereotypy i wręcz przesądy, zapobiegające gwałtownym zmianom ludzkości. Jednym z najważniejszych tabu tego rodzaju jest zakaz kazirodztwa. Jego motywacją, zgodnie z nauką współczesną, jest nie tylko chęć uniknięcia kumulacji wad genetycznych, lecz także uniemożliwienie powstania nowego gatunku, odbiegającego od gatunku ludzkiego. Powstanie nowego gatunku wymaga nie tylko spontanicznych mutacji pojedynczego osobnika, ale potem podtrzymania tej mutacji przez wsobną krzyżówkę potomstwa takiego mutanta. Tworzenie nowego gatunku to nie tylko strata zmutowanej jednostki i grupy wywodzącej się od niego (mogącej zasymilować się z innymi jeśli nie mutuje wsobnie), ale także zagrożenie dla gatunku przez pojawienie się konkurencji.

 

Mityczny potop, a także liczne realne katastrofy, naprowadzają człowieka na myśl, by funkcjonować w cieniu zagłady i sposobić się do niej, a więc podejmować działania ochronne, gdyż sama katastrofa odczuwana jest jako nieunikniona, lecz można łagodzić jej skutki jeszcze przed jej nastąpieniem.

 

Obecne zmiany klimatyczne, niezależnie od rzeczywistego zakresu, stały się jednym z ważnych tematów współczesnych lęków przed zagładą ludzkości. Rozum ludzki, który też jest istotną siłą w ratowaniu gatunku, powinien dążyć do zrozumienia mechanizmów tych zmian, a także do refleksji nad strategiami, które uaktywniają się w ludziach w okresie wzmożonego zagrożenia. Naturalnie pojawią się mechanizmy typu „reformacja” lub „rewolucja”, czyli chęci powrotu do stanu sprzed zagrożenia, co jest możliwe dzięki siłowemu narzuceniu nowych form życia, imitujących dawne i przedtem zarzucone.

 

Te mechanizmy muszą uwzględniać strategie dostosowywania się do różnych klimatów z jednoczesnym instynktownym dążeniem do zachowania jedności, tożsamości człowieczeństwa. 

 

Myśl racjonalna musi uwzględnić te dążenia. Przede wszystkim warto zauważyć, że człowiek nie powinien tylko siłowo zmieniać środowisko (czyli dokonywać rewolucyjnego powrotu do stanu wcześniejszego), ale dostosowywać się do środowiska nowego. Jeśli zaniedba to drugie, może znacząco zmniejszyć dostosowanie człowieka do otaczającej go przyrody. Na pewno zmniejsza się już rozumienie tego środowiska. Pewne zjawiska, takie jak wzrost odsetka osób o nietradycyjnych orientacji seksualnych, wiązane są ze zmianami środowiska (zanieczyszczenia, zatrucia, mutacje), a ich nasilenie powodować może konfrontację z normami obyczajowymi nakazującymi ukrywanie nieheteronormatywności. Obok takich zjawisk, niepożądanych biologicznie przy swej moralnej obojętności, następuje wzrost zjawisk nie tylko dziwacznych, ale i moralnie potępianych jako niebezpieczne. Muszą być rozpoznawane i właściwie oceniane, aby możliwe było podjęcie działań adekwatnych, czyli zarówno sprzeciwiających się zagrożeniom (ze strony psychopatów, ludzi z zaburzeniami mózgu czy przekazujących wady fizyczne potomstwu), jak wykorzystujących możliwości wynikających z technologii, pozwalających odnajdywać szukane elementy – w tym znajdywać ludzi zdolnych do rozwiązywania zadań wymagających specyficznej inteligencji. 

 

"Prometeusz ofiarowuje dar ognia", 1817, by Heinrich Friedrich Füger. Źródło: Wikipedia

„Prometeusz ofiarowuje dar ognia”, 1817, by Heinrich Friedrich Füger. Źródło: Wikipedia

Klimat jest dla wielu symbolem czegoś, co zmienia się w sposób nieodwracalny i nieuchronny, a zarazem jego stan jest skutkiem dawniejszych działań naszych przodków i nas samych, efektem „prawa karmy”, ponoszenia odpowiedzialności za czyny popełnione w odległej przeszłości. Obawiamy się, że zostaniemy lada chwila pociągnięci do odpowiedzialności i skazani. Chcemy wykupić się od winy, wykonując gwałtowny zwrot. To ludzkie odczucie. Ale próbując pohamować zmiany środowiska, zachowujemy się jak skazaniec, gotów na każde szaleństwo, aby wywinąć się od stryczka. Stąd być może moda na zachowania nieracjonalne, szalone, nawet samobójcze. W rzeczywistości zapominamy po prostu o zwykłych mechanizmach, wywodzących się wprost z biologii, a ratujących gatunek ludzki. Jednym z tych mechanizmów jest akceptacja zmiany. Umożliwia ona dostosowanie się do zmienionego środowiska – zarówno technicznie jak cieleśnie, przez trening i naukę rozmaitych sprawności (nie tylko długich marszów o głodzie, ale także znajomości pisma czy języków obcych, ale i również rachunków i nauk technicznych). Drugim mechanizmem jest odczucie solidarności ze wszystkimi ludźmi, które z kolei nakazuje zrozumieć treść tych norm i zasad, które uznajemy za przestarzałe lub obce. Jeśli zaniedbamy ten drugi mechanizm, stworzymy sobie fałszywe wyobrażenie innych ludów w ich historii i stanie obecnym. A także fałszywe wyobrażenie własnej przeszłości. I do tego fałszywego obraz będziemy chcieli „powrócić” – choć taki powrót może być zabójczy dla teraźniejszości i do tej przyszłości, która jest nieuchronna. Bo większość zmian klimatycznych, niezależnie od ich źródeł, jest nieuchronna właśnie. Dotyczy to zmian w otaczającej nas przyrodzie, a także w stworzonej przez nas samej technice. 

 

Wśród zadań myślących ludzi znajduje się więc badanie dawnych norm i zwyczajów i rozpoznawanie ich przydatnych treści. Kto jest do tego zdolny, może ocalić wiele ważnych rzeczy przed przesadną rewolucją, a zarazem wytłumaczyć, że niechęć do zmian wcale nie była jedyną postawą w cenionej przez nas przeszłości.

 

Konkluzja

 

Klimat, pogoda, środowisko stanowią pewną, bardzo dynamiczną całość. Człowiek, jako element przyrody jest elementem środowiska, klimatu, biosfery, jest częścią Ziemi. Można by z tego wyciągnąć wniosek, ze zmiany antopogeniczne środowiska są pewną częścią zmian naturalnych. Skoro ewolucja biosfery ziemskiej doprowadziła do pojawienia się człowieka, to działalność cywilizacyjna i jej nacisk na środowisko jest naturalną konsekwencją tejże ewolucji. Ale skoro ewolucja doprowadziła do powstania życia świadomego, wolnej woli, i odpowiedzialności, to owe życie świadome nakłada na nas również odpowiedzialność za całą planetę. Nie tylko za każdego człowieka, ale za każde drzewo, każdy strumień czy każdego ślimaka. I miarą człowieka jest to, czy potrafi docenić środowisko, w którym się znalazł, czy potrafi, w ślad za świętym Franciszkiem zobaczyć w wilku brata mniejszego, czy tylko łup do powieszenia na ścianie. Czy Ziemia jest dla nas darem, czy zdobyczą. Czy jesteśmy (jest w ekonomii takie pojęcie) rabusiem miejscowym, który zabiera tylko to, co jest mu potrzebne, pozwalając środowisku odrodzić się do następnej rekwizycji, czy rabusiem wędrownym, który zabiera ze środowiska wszystko, nie zostawiając nic na przetrwanie, bo następną rekwizycję przeprowadzi gdzie indziej. Ale jeżeli jesteśmy rabusiami wędrownymi, to dokąd udamy się z martwej Ziemi?

 

Możliwe są trzy scenariusze. 

 

Jeden, ludzkość będzie potrafiła, póki jeszcze nie jest za późno przywrócić równowagę na Ziemi, i trwać dalej, znajdując jakąś harmonię z naturą, jaką, tego jeszcze nie wiemy, ale możemy i powinniśmy szukać. 

 

Drugi scenariusz, Ludzkość nie przetrwa, a Ziemia zatruta powoli będzie się oczyszczać i odbudowywać biosferę, już bez człowieka. Po milionie lat od Wielkiego Wymierania na pograniczu kredy i trzeciorzędu nowe formy życia zajęły już wszystkie dostępne nisze ekologiczne, milion lat po śmierci ostatniego człowieka też tak będzie, tyle, że trwający od 5 milionów lat eksperyment o nazwie dwunożne życie rozumne będzie zakończony. 

 

Trzeci scenariusz jest taki, że ludziom uda się skutecznie wysterylizować Ziemię. Wtedy, tlen, jako niezwykle aktywny, agresywny pierwiastek szybko, w ciągu miliona, dwóch milionów lat zwiąże się z krzemem, węglem i siarką, zakwaszając wody i tworząc nową, supercieplarnianą anoksyczną atmosferę. Zakończy się trwający około 2 miliardów lat eksperyment o nazwie Życie. Wtedy, pod pomarańczowym niebem kwaśne wody oceanu będą łagodnie falowały, zgniatane wielkim ciśnieniem atmosfery, ciągle przez wulkany zasilaną kolejnymi gazami cieplarnianymi.

 

"Pale Blue Dot" – fotografia Ziemi (zaznaczona strzałką) wykonana przez sondę kosmiczną Voyager 1, opuszczającą Układ Słoneczny. Źródło: NASA

„Pale Blue Dot” – fotografia Ziemi (zaznaczona strzałką) wykonana przez sondę kosmiczną Voyager 1, opuszczającą Układ Słoneczny. Źródło: NASA

 

Będzie tak trwało jeszcze około 2,5 miliarda lat, aż paliwo wodorowe Słońca się wypali, a przechodząc na proces syntezy helu w węgiel, Słońce tak powiększy rozmiary, ze wchłonie tą małą bryłkę wyprażonej skały, kończąc eksperyment o nazwie Ziemia. To zakończenie jest  zresztą obecne w każdym scenariuszu, jako rozwiązanie graniczne, które nie zależy w żaden sposób od naszego wyboru.

 

Wierzę, ze jesteśmy jeszcze na etapie wyboru między pierwszym a drugim wariantem zdarzeń. I chcę wierzyć, ze dokonamy dobrego wyboru.

 


Zdjęcie tytułowe: „Europa widziana przez André Kuipers z pokładu stacji ISS”, źródło: ESA/NASA

Deska wygłoszona na pracach Sz∴L∴ nr 16 „Jan Henryk Dąbrowski” na Wsch∴ Warszawy 17. dnia 9. miesiąca 6020 A∴L∴

Brak komentarzy

Dodaj komentarz