W świątyni i poza nią, czyli czym i gdzie wolnomularze winni się zajmować « Grande Loge des Cultures et de la Spiritualité Polska ∴ Wielka Loża Kultur i Duchowości Polska
22148
post-template-default,single,single-post,postid-22148,single-format-standard,tribe-no-js,ajax_fade,page_not_loaded,,select-theme-ver-3.3,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive
 
Konstytucja 3 Maja 1791 roku, Jan Matejko, 1891

W świątyni i poza nią, czyli czym i gdzie wolnomularze winni się zajmować

Nie mogę ukryć, że deskę Brata H:., poświęconą roli i obowiązkom masona we współczesnej Polsce, przeczytałem ze wzruszeniem, ponieważ właściwie ze wszystkim, o czym w niej mowa, zgadzam się sam. Zwraca uwagę forma deski, jej emocjonalny charakter. To bardzo dobrze: trzeba wpływać nie tylko na umysły, ale i na serca. Takie przesłanie zawiera odczytana symbolicznie metafora zawarta w biblijnym „Hymnie o miłości”: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”. Bez równowagi rozumu i uczucia nie jest możliwa pełnia człowieczeństwa. W desce Brata H:. najbardziej poruszyły mnie dwie kwestie, które pragnę poddać dyskusji między kolumnami. Zastanówmy się, po pierwsze, na jakim konkretnie celu winniśmy skoncentrować nasze wysiłki w Polsce, gdzie problemów przecież nie brakuje. Uzgodnijmy następnie, jaką drogą do tego celu zmierzać.

 

***

 

Jeszcze w dobie świetności Rzeczypospolitej Szlacheckiej mawiano, że „prawa polskie nie tak są surowe w egzekucyi, jak w osnowie”. Sentencja ta nie straciła wiele ze swojej aktualności. I tak np. czy przy powrocie z podróży na Zachód nie uderza nas – poprzez kontrast – chaos i zaniedbanie polskich miast? Codziennie mijamy szkaradne domy, pokryte czarnym, odpadającym tynkiem, nierzadko jeszcze noszące ślady kul z II wojny światowej. Każde okno jest tam inne, a jako namiastka „estetyki” partery mieszczące lokale usługowe pomalowane są byle jak na jaskrawy kolor. A przecież Prawo budowlane nakazuje właścicielom utrzymywać nieruchomości w należytym stanie i to pod groźbą kary…

 

Podobnie rzecz ma się z telewizją publiczną. Razi nas tandeta i bylejakość nadawanych programów, brak nowych produkcji, które stanowiłyby wkład w rozwój polskiej kultury XXI w. Jako ojciec dzieci w wieku przedszkolny ze smutkiem obserwuję, że ostatnie polskie filmy rysunkowe – świetne zresztą – powstały w czasach demonizowanego dzisiaj do granic absurdu PRL. A przecież prawo powierza telewizji „misję publiczną”. Czy jest ona realizowana? Prawo również nakazuje płacić abonament radiowo-telewizyjny. Czy jest on płacony? Powstaje więc błędne koło. Telewizja twierdzi, że nie ma za co produkować dobrych programów, a Polacy nie chcą płacić abonamentu za złą telewizję… (Tu jednak muszę zrobić głęboki ukłon w stronę publicznego radia: przy mizerii środków oferuje ono wspaniałą ofertę, która nie ustępuje znanym mi francuskim radiostacjom państwowym). A prawo? Prawo pozostaje martwą literą…

 

Po co cytuję te przykłady? A mianowicie po to żeby zasugerować, że my, masoni, powinniśmy w świecie profańskim działać nie tyle na rzecz tworzenia nowych, z teoretycznego punktu widzenia lepszych praw, ale angażować się na rzecz egzekwowania praw już istniejących. Stoimy bowiem w istocie przed takim samym zadaniem, w jakim w XVI wieku działał ruch egzekucji praw, który główną słabość państwa upatrywał w braku rygoru w wykonywaniu prawa.

 

***

 

Gen. Jan Henryk Dąbrowski - patriota i Wolnomularz.

Gen. Jan Henryk Dąbrowski – patriota i Wolnomularz.

Jakkolwiek jednak określimy nasz cel, czy będzie to cel kolektywny, czy suma celów jednostkowych, rodzi się pytanie, w jaki jednak sposób my, wolnomularze, możemy wpłynąć na losy kraju? Otacza nas nimb elitarnego sprzysiężenia potężnych tego świata. Sami wiemy jednak najlepiej, że jest to mit, a w najlepszym wypadku echo zdarzeń z odległej już przeszłości. Owszem, skupiamy ludzi „wolnych i dobrych obyczajów” i, z uwagi na nasz skład społeczny, silną reprezentację inteligencji, możemy pretendować do szeroko rozumianej elity. Nie zmienia to jednak faktu, że nasze szeregi są bardzo nieliczne. Jeżeli więc mamy brać udział w budowie gmachu nowego, lepszego państwa polskiego, jeżeli rzeczywiście wierzymy, że nasz wkład w to dzieło będzie cenny, to naszym pierwszym zadaniem jest wzmacniać własne szeregi, czyli rozwijać istniejące i organizować nowe loże.

 

Ale jeśli mówimy o rozbudowie organizacyjnej lóż, o ich misji, to natychmiast pojawia się pytanie, czym właściwie loże mają się zajmować, co mają robić, żeby w dziele naprawy kraju i państwa uczestniczyć. Tutaj więc dochodzimy do niekończącego się sporu o naturę prac wolnomularskich, a więc do pytania, czy mamy się w naszych świątyniach zajmować kwestiami społecznymi, czy też winniśmy potraktować te kwestie jako metale, dla których w przestrzeni sakralnej nie ma miejsca, i skupić się wyłącznie na zagadnieniach rytualnych i symbolicznych. Kwestiom tym poświęcił niedawno świetną deskę pt. „Wolność, Równość, Konkretność” Brat Kamil Racewicz z WWP (http://wolnomularstwo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=549&Itemid=48). Opowiedział się on zdecydowanie na rzecz dyskutowania kwestii społecznych, a nawet zaproponował konkretne problemy, którymi wolnomularze polscy mogliby się zająć. Czytając tę deskę, miałem początkowo ochotę argumentować na rzecz stanowiska wprost przeciwnego. Teraz jednak, właśnie pod wpływem lektury deski Brata H:., zmieniłem zdanie.

 

Uważam mianowicie, że spór o to, czym wolnomularstwo ma się zajmować, nie ma charakteru przejściowego, przekraczalnego, ale że wręcz przeciwnie, spór ten należy do istoty naszego ruchu. Skoro zagadnienie tematyki prac wolnomularskich stanowi przedmiot sporów już blisko trzy stulecia, skoro za każdym ze stanowisk w tej kwestii wypowiadali się bracia i siostry o najwyższym autorytecie i nieposzlakowanej reputacji, to może czas uznać, że każde z tych stanowisk w równej mierze zbliża nas do prawdy i że każde z nich da się pogodzić z duchem wolnomularskich konstytucji? Pewnie i każdy z obecnych w tej świątyni ma swoje zdanie w tym przedmiocie, ale nie sądzę, żeby uniemożliwiało nam to wspólne prace. Przecież my, wolnomularze, dysponujemy potężnym narzędziem symbolicznym, jakim jest bruk mozaiczny, umożliwiający nam – a wręcz nakazujący – godzenie pozornych sprzeczności.

 

Poruszanie lub nieporuszanie kwestii społecznych na pracach i agapach jest więc, jak mi się wydaje, kwestią pewnej konwencji, wyboru określonej loży czy obediencji. Kto z braci i sióstr uważa, że tylko sprawy rytualne i symboliczne mogą być w lożach dyskutowane, niech wybiera – lub tworzy – warsztaty o takim właśnie profilu. I odwrotnie: kto sądzi, że o sprawach społecznych należy jednak w świątyniach rozmawiać, niech ma możliwość prac w takim właśnie duchu. I nie chodzi mi tutaj o żaden indyferentyzm, ale właśnie o pozorną w mojej opinii sprzeczność, którą można rozwiązać na wyższym poziomie ogólności. Wszyscy masoni wierzą przecież, że świat jest dziełem nieukończonym, którego dokończenie i doskonalenie jest naszym właśnie zadaniem, wyrażanym symbolicznie jako budowa Świątyni. Tak więc w sporze o to, czy wolnomularstwo ma jedynie doskonalić braci, aby później w życiu profańskim doskonalili oni świat, czy też ma starać się świat doskonalić niejako bezpośrednio, a więc np. omawiając sprawy społeczne w czasie prac, chodzi raczej o wybór narzędzi do realizacji fundamentalnego celu wolnomularstwa, a nie o cel sam w sobie.

 

Żaden jednak cel wolnomularstwa, choćby najskromniej zakreślony, nie zostanie zrealizowany, jeżeli wolnomularstwo nie będzie miało sił do jego realizacji. Co przyjdzie nam z dyskutowania w świątyni palących kwestii społecznych, jeśli nie będzie miał kto przenieść wypracowanych tutaj konkluzji do świata profańskiego? Co nam da samodoskonalenie, jeżeli będziemy tak nieliczni, że zmiana naszych indywidualnych postaw nie przełoży się na zmiany postaw społecznych? Stąd też powtarzam: musimy w pierwszej kolejności dbać o rozwój naszej organizacji, wyrażający się zarówno dobrą jakością naszych prac, jak i wzmacnianiem braterskiego łańcucha.

 

***

 

I na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Wolnomularstwo jest ruchem uniwersalnym, ale każdy wolnomularz powinien być w pierwszej kolejności dobrym synem lub córką Ojczyzny. My, jako polscy wolnomularze, już trzeci wiek pracujemy nad poprawą bytu Rzeczypospolitej i z tej racji mierzymy się ze specyficznymi problemami naszego kraju. Historyczna perspektywa jest ważna, ponieważ pokazuje, że pewne problemy mają charakter powtarzający się. Zmusza nas ona również do pokory: dlaczego akurat naszemu pokoleniu miałoby udać się pokonanie tych trudności, którym nie sprostały pokolenia poprzednie? Winniśmy w tym kontekście stale ożywiać mit Syzyfa i mit Prometeusza. Loża to nie schronienie przed światem, loża to świat w pomniejszeniu. Dbajmy więc, aby nasze prace nie przerodziły się w czcze „Polaków rozmowy”. Upatrujmy osiągnięcia choćby najmniejszego wymiernego rezultatu naszych wysiłków.

 

Jerzy Zawrat

Brak komentarzy

Dodaj komentarz